Masa Krytyczna tuż przed świętem. Rowerzystka broni idei

Fot. Małgorzata Radkiewicz
Mamy dzisiaj jakiś wysyp nierzetelnych komentarzy na temat rowerów i rowerzystów w miastach. Zirytowała mnie o poranku "Gazeta Krakowska" swoim tytułem "Masa Krytyczna tuż przed świętem. 300 rowerzystów utrudni dotarcie na groby". Kiedy widzę takie artykuły, zastanawiam się, czy w redakcji źle się podziało i dziennikarze stracili zdolność do kojarzenia faktów? Czy chodzi o szukanie sensacji, bo proste tematy o zniczach i spieszeniu się kochać już się wyczerpały? Pod artykułem oczywiście masa typowych polskich komentarzy, z których wyziera nienawiść, ignorancja i problemy z poczuciem własnej wartości.

Pozwólcie więc, że wytłumaczę, o co w tym wszystkim chodzi. Masa Krytyczna jest pokojową demonstracją służącą zwróceniu uwagi na to, że rowerzyści są elementem ruchu miejskiego. Brzmi banalnie, ale jeśli ktoś żyje iluzją, w myśl której obecność rowerzystów w mieście jest oczywistością, a oni sami są równoprawnymi uczestnikami ruchu, niech zamiast swoich wyobrażeń postara się bazować na faktach. A są one, niestety, odległe od optymistycznych wyobrażeń. Dla przykładu - w Warszawie sieć drogowa ma długość 2837 km (dane SISKOM), przy długości całości infrastruktury rowerowej wynoszącej ok. 360 km, składającej się przy tym z około 400 odcinków.



Każdy, kto porusza się rowerem po polskich miastach przyzna, że daleko nam do aglomeracji zachodnioeuropejskich, jak Berlin czy Paryż, o rowerowych potęgach typu Amsterdam i Kopenhaga nawet nie wspominając. Mało kto zwraca uwagę na obecność rowerzysty w ruchu. Przyzwyczailiśmy się już do widoku motocyklistów na drogach (chociaż i tutaj sytuacja jest daleka od ideału), ale rowerzystów nadal większość nas spodziewa się spotkać na weekendowych ścieżkach w lasach albo wzdłuż rzek. Tymczasem rower to pełnoprawny uczestnik miejskiego transportu, eliminujący korki, poprawiający jakość powietrza, a jednocześnie niedoceniany i niesprawiedliwie traktowany przy podziale funduszy na inwestycje drogowe.

Dlatego właśnie Masa jeździ regularnie, przypominając tym samym o konieczności zwrócenia uwagi na potrzeby tych uczestników ruchu, których przyzwyczajono się w dyskusji o transporcie miejskim pomijać. Co do tej pory osiągnęła? Wspomnijmy choćby wynik tegorocznego referendum w Krakowie, w którym 85% głosujących opowiedziało się za budową sieci dróg rowerowych w tym mieście. Trudno nie zauważyć tutaj wpływu comiesięcznej masy czy - organizowanego na podobnej zasadzie - Wielkiego Przejazdu Rowerowego, w którym uczestniczy co roku około 4000 osób. To bowiem osoby organizujące obie te imprezy dbają o regularną obecność w debacie publicznej tematyki rowerowej i zwracają uwagę na rozwiązania, które mogą przyczynić się do usprawnienia ruchu w mieście.

To naturalne, że kilkaset osób poruszające się tą samą trasą w tym samym czasie może doprowadzić do tego, że poruszanie się po mieście będzie dla innych uczestników ruchu utrudnione. Ale czy nie z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia codziennie między 7:30 a 9:00 i 16:00 a 18:00 we właściwie każdym z naszych miast? Tyle tylko, że te samochodowe"masy krytyczne" już się nam opatrzyły. Przyzwyczailiśmy się do korków i mimo, że się na nie oburzamy (co ciekawe - głównie wtedy, kiedy sami jesteśmy ich uczestnikami), to jakoś nie słyszałam ostatnio głosów kierowców nawołujących do porzucenia samochodów i likwidowania korków w ten sposób.

Nieustannie natomiast płyną zewsząd postulaty poszerzania i udrożniania ulic, co spowoduje tylko - a udowodniło to już wiele badań - wyłącznie powstawanie kolejnych zatorów. Dlatego pewnie trudne do zaakceptowania wydaje się niektórym nieuchronne zmniejszanie się liczby przywilejów, jakimi cieszą się w tej chwili w Polsce kierowcy. Tyle tylko, że zrównanie praw rowerzystów i kierowców przyniesie wymierne korzyści wszystkim uczestnikom ruchu. Jakie? Wystarczy wyobrazić sobie, jak wyglądałyby korki w mieście, gdyby wszyscy poruszający się rowerami przesiedli się nagle do aut. Rower to polepszenie się jakości powietrza, poprawa kondycji mieszkańców miast (a w efekcie niższe nakłady na służbę zdrowia) i - udowodnione naukowo - lepsze samopoczucie.

To wszystko sprawia, że nie rozumiem, o co cała awantura. O ten dwustumetrowy peleton, równy długości 30 samochodów, w których siedzi - przy optymistycznych szacunkach - 50 osób? O te 10 dodatkowych minut, które kierowcy będą musieli poświęcić na czekanie na przejazd - trasą, którą wcześniej mogą bez problemu poznać i zaplanować swoją drogę, skoro masa odbywa się zawsze w tym samym czasie i startuje z tego samego miejsca? W Krakowie dodatkowo organizatorzy Masy Krytycznej uwzględnili postulaty protestujących przeciwko trasie przejazdu i ją zmienili - tak, by przeprowadzenie demonstracji do minimum zredukowało trudności w dotarciu na cmentarze innymi środkami transportu. Skąd więc ta masa żółci i nienawiści?

Dokąd nie zorientujemy się, jako społeczeństwo, jak absurdalne jest sformułowanie "rowerzyści blokują ruch", dotąd masa krytyczna będzie potrzebna. Kiedy wreszcie dojdziemy do sytuacji, w której to na drogach rowerowych zaczną tworzyć się korki, będzie czas na zakończenie imprezy. Na koniec, proponuję spojrzeć inaczej na tytuł wspomnianego artykułu. "Masa Krytyczna tuż przed świętem. 300 rowerzystów utrudni dotarcie na groby" - miejmy nadzieję, że utrudni dotarcie na własne groby - dzięki popularyzacji roweru jako środka transportu coraz mniej będziemy mieli w Polsce ofiar najniebezpieczniejszego sposobu poruszania się - jazdy prywatnym samochodem.
Trwa ładowanie komentarzy...